Strasznie długo zbierałam się do napisania tej recenzji. Książkę przeczytałam zaraz  po wydaniu, Goodreads twierdzi, że lekturę zakończyłam pierwszego października. Od tego czasu starałam się napisać coś o książce, ale jakoś nie mogłam się zebrać.

Dziewczyna z dzielnicy cudów technicznie jest częścią Thornversu (niektórzy bohaterowie są wspólni, a duch Dory Wilk dzielnie unosi się nad wszystkim), ale można ją czytać bez znajomości Heksalogii. Co więcej, Autorka zmieniła nie tylko miasto, ale i gatunek, więc jeśli ktoś nie lubi paranormal romance, seria o Nikicie może być dobrym wyborem. Mi najbardziej kojarzyła się z opowieściami o Castorze Feliksie Micka Carreya.

Książka pokazuje też, że Aneta Jadowska z każdą wydaną pozycją coraz lepiej pisze. Historia jest bardziej spójna, klimat przez całą powieść taki sam, a Autorka wyplątała się z niektórych stereotypów (mamy tu np. miłą i pomocną staruszkę, gatunek w Thornversie dotychczas niewystępujący). Tak, nadal mam zastrzeżenia, ale Dziewczyna to pierwsza jej powieść, która jakoś ze mną została. I czytało mi się na tyle dobrze, że nie zatrzymywałam się by analizować akcję i przewidywać jak to się skończy.

Być może za sprawą głównej bohaterki, która jest bardzo oryginalną osobą. Chyba jeszcze nie zdarzylo mi się czytać o kobiecie- berserkerze. Poza tym, Nikitę da się polubić. Co prawda, to chyba znowu miała być silna bohaterka, a wyszła poobijana życiowo nastolatka, ale to ten gatunek, gdzie lepiej nie rozważać, czemu postać zamiast na przebywać na terapii, zajmuje się zabójstwami na zlecenie. Ma też nieco męczący zwyczaj wygłaszania długich monologów, służących za infodumpy dla czytelników.

Nikita jest postacią nieheteroseksualną i to widać (w odróżnieniu od nominalnie biseksualnej Dory, która przez sześć powieści ani razu nie zainteresowała się kobietą). Autorka nieco boi się postawić kropki nad i, ale dzięki temu unikamy przegadania i drobiazgowych analiz uczuciowych.

Nikicie pomaga zestaw nietuzinkowych, ale dość typowych dla gatunku postaci. Wszyscy są jakoś poturbowani przez życie i tkwią w dziwnych relacjach. Mamy Robina, mężczyznę bez przeszłości. Mamy Karmę, dziwaczną hakerkę (która w dodatku ma paranoję, mieszka w starym kinie, a etykieta to według niej naklejka ze składem produktu- czy tylko mi kojarzy się to z pewnym zombie?). Mamy panią Stasię, miłą staruszkę, która musi mieć coś za uszami. Po drugiej strony barykady mamy matkę Nikity, typową toksyczną a potężną osobę z otoczenia bohaterki. Do niej mam najwięcej zastrzeżeń, wyszła strasznie jednowymiarowa i niekompetentna (zły powinien mieć jakieś pozytywne cechy, albo chociaż fascynującą osobowość).

Najbardziej oryginalnym i moim ulubionym bohaterem drugoplanowym jest fotograf, starający się uwiecznić miasto. Miałam nadzieję, że odegra w powieści większą rolę.

Żałuję, że w powieści nie ma „prawdziwej” Warszawy. Wars i Sawa to miasta stworzone od początku przez Autorkę, nie mające ze stolicą nic wspólnego. Na dobrą sprawę, mogłyby znajdować się w dowolnym miejscu globu i nie czyniłoby to żadnej różnicy. I o ile fantastyczne miasta mi się podobają, byłam przekonana, że to urban fantasy o Warszawie. Mam kilka wątpliwości co do budowy świata, ale liczę że kolejne tomy je rozwieją. Bardziej kłuł mnie brak informacji o organizacji, do której należy Nikita. Dostajemy kilka na początku, potem są tylko powtarzane. A ja mam nieodparte wrażenie, że ta grupa nie miałaby prawa funkcjonować.

A teraz powinno być obowiązkowe słowo o redakcji. Które właściwie powinnam zacząć od przeproszenia wszystkich redaktorów, którym dotychczas wytykałam niezręczności językowe, powtórzenia i inne takie. Redakcja Dziewczyny puściła bowiem takie kwiatki:

czerwona spódniczka z postrzępionego tiulu w kolorze krwistej czerwieni

na str.34 Ilia jest wielki jak niedźwiedź. Na str.35 może i wyglądał jak typowy, wysoki, chudy dzieciak (…)mierzył ponad metr dziewięćdziesiąt i ważył nie więcej niż siedemdziesiąt pięć kilo.

I jak rozumiem, że ktoś może mieć gorszy dzień, pracować na ostatnią chwilę i nie zauważyć, że autor zastosował kalkę językową, to takich kwiatków już nie. A w Dziewczynie było tego więcej, łącznie z nagłą zmianą czasu narracji, przypadkowym tłumaczenem nazwy klubu (co technicznie nie jest błędem, ale tłumaczenie pojawiło się raz, w połowie powieści, przedtem i potem klub funkcjonuje pod obcojęzyczną nazwą). Jak nie miałam ochoty rzucać książką po ścianach z przyczyn fabularnych, tak z przyczyn technicznych jak najbardziej. W tej sytuacji powtórzony zwrot, który na kilku stronach pojawia się co i rusz, a potem znika (happy end jako określenie orgazmu) wydaje mi się niewart wzmianki.

Dziewczyna z dzielnicy cudów to lekka, ale nie robiąca specjalnej krzywdy szarym komórkom lektura. Jak sprawny thriller szpiegowski albo kryminał, który zabiera się do pociągu. Nadal nie moje wymarzone urban fantasy, ale zmierzamy w tym kierunku.

PS. Powieść zawiera ilustracje. Kiedy je pierwszy raz zobaczyłam, wydawały mi się… brzydkie. Przysadziste, ciężkie i bez polotu. Potem widziałam je w większej skali na Coperniconie i wrażenie umknęło, więc chyba coś poszło nie tak ze skalowaniem.
Autorka: Aneta Jadowska
Tytuł: Dziewczyna z dzielnicy cudów
Wydawca: SQN
Format: papier

  • ksiazkoholikzpowołania

    Z Panią Anetą Jadowską miałam styczność przy okazji z heksalogii o Dorze Wilk. Mimo, że od zakończenia czytania 6 tomu minęło sporo czasu sama nie wiem co myślę o tej autorce. Bo niby fajnie, niby przyjemnie się czytało ale chyba nie jest to seria najwyższych lotów. Za bardzo przerysowani bohaterowie jak na mój gust. Chociaż muszę przyznać, że pod względem stylu i umiejętności pisarskich 6 tom o Dorze jest zdecydowanie lepszy od pierwszego. Co do „Dziewczyny z dzielnicy cudów” nie miałam okazji jeszcze po nią sięgnąć ( Tyle książek, tak mało czasu!) ale z pewnością to zrobię chociażby z samego sentymentu do Dory i Mirona mimo, iż mam świadomość że to inna seria i raczej z tymi bohaterami się już nie spotkam. Podziwiam, że zauważyłaś te błędy 😀 Sama czytam na tyle szybko, że często takie „cukiereczki” mi uciekają.

    Pozdrawiam
    http://ksiazkoholikzpowolania.blogspot.com/

  • Ainu

    Jestem w tym momencie mniej-więcej w połowie. Sięgnęłam po tę książkę, bo widziałam na fb, że ją czytałaś i kojarzyłam raczej łagodną opinię. Na tym etapie mogę już stwierdzić, że książka jest dosyć nierówna. Dobrze czyta się ją wtedy, kiedy toczy się akcja, albo autorka opisuje świat i reguły nim rządzące, ale już wewnętrzne monologi (kolejnej) hiper strong woman polskiej fantasy są kiepskie. I tak też się je czyta. Błędów edytorskich jest więcej, zgadza się. Niestety, nawet gdyby ich nie było, to książka wciąż plasuje się na średniej niższej półce.
    Natomiast jeśli chodzi o Warszawę – to wprost jest to napisane, że Wars i Sawa to właśnie magiczne części tejże. Albo nie skumałam, o co cho 😀
    Pozdrawiam!