Kiedy pierwszy raz zerknęłam się z książkami Philippy Gregory byłam zachwycona. Wiedziałam, że to romanse i nie należy wymagać od nich całkowitej prawdy historycznej. Nie przeszkadzały mi anachronizmy i niekiedy na wskroś współczesne bohaterki, bo dzięki temu ich narracja była ciekawsza. Podobał mi się sposób pokazania znanej historii z perspektywy postaci pobocznych, takich o których rzadko się mówi. Zaintrygował mnie też sposób pokazania królowych z dynastii Tudorów. Gregory była pierwszą osobą, która pokazywała Marię I jako dobrą osobę, a Elżbietę bardziej jako trzpiotkę niż genialną władczynię.

Autorka swojej wizji córek Henryka VIII pozostała wierna do tej pory. W sposób, który sprawia, że zgrzytałam zębami podczas lektury, bo zniknęła gdzieś cała subtelność. W The taming of the queen, powieści o Katarzynie Parr, Elżbieta ma dziesięć lat. Kiedy więc narratorka informuje mnie, że księżniczka longed for male gaze brzmi to niefortunnie w najlepszym wypadku. Zwłaszcza, że poza tym Katarzyna Parr Elżbietę lubi i wspiera. Uznałam, że Autorka się źle wyraziła, redakcja przepuściła, no zdarza się. Ale potem była scena odsłonięcia portretu.


W powieści Gregory do tego portretu pozowała Katarzyna Parr, a malarz na prośbę Henryka namalował twarz Jane Seymour. Dzieło zostaje odsłonięte, Elżbieta pyta kogo malarz wstawił w miejsce macochy. A kiedy słyszy odpowiedź, odwraca się do ojca i chwali portret. Katarzyna komentuje, że to pokazało jej, że Elżbieta jest hopelessly corrupt, bo chwali portret kobiety, która tańczyła w dniu egzekucji jej matki. Elżbieta ma w tej scenie jedenaście lat, a Autorka pracowicie przez całą książkę pokazuje Henryka jako potwora, z którym albo się zgadzasz albo tracisz głowę. Księżniczka wykazuje się raczej instynktem samozachowawczym niż zepsuciem.
Zresztą, sama Katarzyna Parr jest postacią nieudaną, cierpiącą na wyraźny syndrom Jona Snowa. Wygląda to trochę jakby Autorka nie wiedziała co zrobić z trzydziestoletnią podwójną wdową i na siłę wciska ją w schematy, które odpowiadały jej poprzednim nastoletnim bohaterkom. To co u piętnastolatki było naturalne i może nawet urocze, u postaci starszej już razi.

 

Zwłaszcza, że powieść jest napisana dość niechlujnie. Są w niej dobre pomysły, ale Autorce nie starczyło czasu albo cierpliwości by je dopracować. Wiem, romans. Ale jeśli ważnym wątkiem jest tłumaczenie i wydawanie książek, a Katarzyna jest chwalona za styl, to chciałabym by pierwszoosobowa narracja to oddawała. Zamiast tego dostaję protagonistkę, której sposób wysławiania się bardziej pasuje do ledwo umiejącej czytać nastolatki niż dojrzałej kobiety prowadzącej teologiczne dyskusje.

Sprawdziłam, Autorka co roku wydaje kolejną powieść, stawiam więc na brak czasu i pisanie tego co się zna i co wychodzi najłatwiej. A w romansie historycznym jedną z najważniejszych rzeczy, przynajmniej dla mnie, jest ciekawa bohaterka, nieco wychodząca poza ramy epoki. I Katarzyna już w oryginale jest kimś takim, a jej historia to właściwie samograj. Zmarnowany w tej powieści.

I trochę żałuję, bo o ile miałam bardzo miłe wspomnienia związane z wcześniejszymi książkami Philippy Gregory, tak po kolejne już raczej nie sięgnę.

Zamieszczone w 2017
  • Phillipa Gregory bardzo mnie zaciekawiła, gdy wyszła ekranizacja jej dość głośnej książki „Kochanice króla”. Książkę kupiłam, filmu nie oglądnęłam i postanowiłam zaczekać z lekturą. A ponieważ od tamtej pory (już kilka lat!) zewsząd atakują mnie coraz to nowe tytuły tejże autorki, to lektura „Kochanic” wciąż jest odkładana w czasie. Po prostu nie lubię, gdy autor bombarduje mnie tysiącami nowych powieści, tak, że już na początku naszej znajomości jestem zagubiona.

    Po lekturze Twoich wrażeń z lektury kolejnych książek Gregory jestem pewna natomiast, że „Kochanice” przeczytam i być może na nich poprzestanę. Nadmiar niestety czasami może zaszkodzić.

    • „Kochanice” (swoją drogą, jak ja nie lubię tego polskiego tytułu. Angielski skupiał się na Mary „drugiej Boleynównie”, polski zwraca uwagę tylko na związki sióstr z Henrykiem) to jest najlepsza powieść Gregory, moim zdaniem. Jeśli masz przeczytać tylko jedną z nich, przeczytaj tę :).