Jak wszyscy wiecie, nienawidzę głupich bohaterów, nierozsądne działania postaci mogą mi odebrać całą przyjemność z lektury. Z drugiej strony, lubię powieści o wampirach, romanse mi nie nie przeszkadzają, postanowiłam więc odsłuchać powieść reklamowaną jako “Briget Jones z wampirami”. Jakoś się trzeba z wielkiej dziury reading slump wygrzebać.

W ramach ćwiczeń w pochłanianiu bez (literatury lekkiej i słodkiej), postanowiłam zignorować heterocentryczność powieści, to że dwustuletnie wampiry mają nawyki, wzorce kulturowe i obawy współczesnych mężczyzn, a także odpowiadają kryteriom estetycznym XXI wieku. Dating the undead to kolejna historia, która z Briget ma wspólną jedynie lokalizację. Trochę już się przyzwyczaiłam, że wydawcy wszystkie bohaterki mieszkające w Londynie i mające problemy sercowe uważają za siostry/klony/dobre znajome Briget. No i słuchało się całkiem przyjemnie, chociaż lektor czytający kwestie głównego bohatera nie do końca radził sobie z seksownym irlandzkim akcentem (jedna z najważniejszych cech głównego bohatera).

Więc ona jest człowiekiem, on jest wampirem, spotykają się, wybucha namiętność, wiadomo. Jest konflikt, ale to ten rodzaj książki, w którym wiadomo, że bohaterom nic się nie stanie. Autorka za bardzo ich lubi. Wszystkie wątki są ze sobą powiązane, fabuła na końcu splata się w efektowną kokardkę i mamy szczęśliwe zakończenie dla niemal wszystkich.

Płynęłam więc sobie z nurtem Dating the undead, co jakiś czas sprawdzając tylko jak wyglądają modele z konkretnych magazynów, żeby zrozumieć opisy męskich postaci. Dalej nie wiem, czy rozróżnienie między GQ a Men’s Health to element charakterystyki postaci czy Autorka nie chciała powtarzać cały czas jednej nazwy. A potem bohaterowie zaczęli zachowywać się jak skończeni idioci i nie zdzierżyłam.

O ile Silver mogę jeszcze usprawiedliwić, jest młoda i nie wie wszystkiego, to w Logana miałam ochotę rzucać czymś ciężkim. Ja wiem, że on nie jest geniuszem, ale zdołał przeżyć dwieście lat jako wampir, więc powinien być rozsądny. Jest też lekarzem, więc powinien umieć działać pod presją. Prawda?! A guzik! Najpierw wkopuje się w sytuację właściwie bez wyjścia, potem realizuje powziętą decyzję w najgorszy możliwy sposób, narażając przy okazji ukochaną (a wystarczyłby jeden telefon! I to nie jest tak, że on nie mógł zadzwonić). Ostatnich 25% książki wysłuchałam w stanie głębokiej irytacji, nie kibicując antagonistce tylko dlatego, że jest zupełnie nijaka.

Swoja drogą, Silver bardzo lubi sobie utrudniać życie. Z nieudanej randki ucieka bowiem przez łazienkowe okno, bo powiedzenie mężczyźnie że źle się bawi i sobie pójdzie oraz wyjście drzwiami wydaje jej się zbyt skomplikowane.

Wampirycznie, powieść jest połączeniem elementów popkulturowych ze Zmierzchu, Czystej krwi, trochę z tradycyjnych utworów. Mamy vampire venom, znaczne różnice między świeżymi a doświadczonymi wampirami, pozbawienie wampirów właściwie wszystkich tradycyjnych słabości oraz żądzy krwi. Chwilami zastanawiałam się, po co w takim razie Autorka bawi się w wampiry, skoro to nic nie zmienia. Ale może irlandzki Cygan z magicznymi mocami nie byłby dość seksowny gdyby nie miał wysuwanych kłów.

Wampiry Juliet Lyons są bardzo rozerotyzowane, w niemal każdej scenie z nimi jest jakaś półnaga/naga kobieta, tylko czekająca by wampir poświęcił jej uwagę. Jest oczywiście bohaterka, z którą kiedyś Logan spał i która nie może o nim zapomnieć. Z drugiej strony, część z wampirów musi korzystać z serwisu randkowego by poznać młode kobiety. Czemu jedne wampiry muszą się wręcz osłaniać przed kobietami a drugie nie są w stanie znaleźć sobie randki, Autorka nie wyjaśnia. I właściwie po co randkują, skoro nie potrzebują krwi do życia i mogliby w tym czasie zająć się czymś innym? Ja wiem, że nie powinnam się nad tym zastanawiać, bo beza, ale samo wyszło.

Seksizm w powieści jest i to w sumie smutne, jak mało mnie zdziwiła jego obecność. Kiedy Logan realizuje swój genialny plan i znika, Silver go szuka, martwi się i w końcu zwierza jednej z bohaterek pobocznych (są całe cztery). Dowiaduje się od niej, że faceci tak mają, Logan pewnie znalazł sobie nową laskę, a w ogóle skoro poszła z nim do łóżka na drugiej randce, to właściwie czemu się dziwi.

Najciekawszym i zarazem najmniej wykorzystanym wątkiem, są śledztwa policyjne. Wampiry w tym świecie ujawniły się jakiś czas temu, kiedy pewna aktorka miała dość pytań o botoks i operacje plastyczne. Scotland yard otwiera więc stare sprawy, w których sprawcą mógł być wampir, z zamiarem postawienia o przed sądem, jeśli tylko znajdą dość dowodów. Dowody zbierają bardzo głupio, fakt, nie wiem też jak wygląda kwestia przedawnień w brytyjskim prawie, ale wątek był obiecujący, a bohaterowie ciekawi. Bardzo podobała mi się scena, w której detektyw starała się aresztować nieco przypaloną wampirzycę. Być może zostanie rozwinięty w drugim tomie.

Nie spodziewałam się wiele i naprawdę się starałam, ale nie udało mi się wysłuchać książki i nie nie zirytować się. Jestem strasznie kiepską odbiorczynią literatury rozrywkowej, bo nielogiczności i dziury w konstrukcji świata odbierają mi dużo przyjemności z lektury, a pewnych tropów i wątków nie trawię. Ale jeśli nie macie jak ja i potrzebujecie czegoś lekkiego, Dating the undead może się Wam spodobać. Jest sprawnie napisane, fabuła nie nudzi, lektorzy brzmią przyjemnie. Ale nic nie wyróżnia tej powieści, ani bohaterowie ani wątki ani podejście do tematu.

Autorka: Juliet Lyons
Tytuł: Dating the undead
Format: audiobook
Źródło: Storytel

  • Kurczę, chromolić randki z nieumarłymi. Niech mi ktoś napisze powieść o tych detektywach Scotland Yardu, którzy odgrzebują dawne sprawy, bo wampiry istnieją! (swoją szosą, po ujawnieniu się istot nieumarłych, sprawa przedawnień w prawie też się mogła zaktualizować).

    • Prawda? To byłaby dużo ciekawsza książka!
      Na logikę, powinni to prawo zmienić, ale powieść nic o tym nie wspomina.