Wersja krótka i bezspoilerowa recenzji: idźcie na Wonder Woman! To jest dobry film. Nie doskonały, ale dobry.

Wreszcie! Wreszcie wyszłam z kina z poczuciem, że widziałam dobry film, który mnie wciągnął, rozbawił, wzruszył i który nie musiał wywoływać we mnie emocji wątkiem rodzicielskim. Dalej będzie mocno chaotyczna i nieco spoilerowa notka.

Źródło Pozostałe zdjęcia ze strony filmu.

Myślałam, że jestem cool, że wystarczy mi dobra historia i to, że na ekranie widzę głównie superbohaterów mi nie przeszkadza. Lubię ich i koszulkę team stark noszę z dumą. Ale było coś niesamowicie satysfakcjonującego w oglądaniu filmu, w którym kobieta jest jedyną superbohaterką. 

W dodatku nie jest ani łuczniczką ani asasynką-akrobatką. Diana to, wybaczcie terminologię grową, typowy tank ( i nie, nie chodzi o to, że zdarza jej się rzucić czołgiem). Jest silna, odporna, może przyjąć na siebie o wiele więcej niż reszta jej drużyny, więc jednocześnie walczy i osłania innych. I chciałabym tak czuć się częściej.

Wonder Woman jest porównywana jak Internet długi i szeroki do Kapitana Ameryki: Pierwszego Avengersa. Nie do końca się zgadzam. O ile Steve Rogers walczy o miłość i sprawiedliwość dla świata, to wiemy od razu, że przede wszystkim walczy dla USA. Bo to jednak młodzieniec, któremu dobre intencje i propaganda ustawiły światopogląd. Diana Prince jest postacią z zewnątrz, ze świata mitów i wielkich czynów. Kapitan Ameryka to historia wojaka, Wonder Woman to opowieść o mitycznej bohaterce. Niby to samo, ale jednak nie. Grecka bogini, Amerykanin, Szkot, Indianin i Arab starają się uratować belgijską wioskę, podczas gdy Steve ratuje swoich towarzyszy broni. Ona walczy z mitycznym potworem i niemiecką armią, on z tajnym odłamem nazistów. Lubię obie historie, ale jak do Kapitana Ameryki mogę mieć pewien dystans (ach ta walka o truth justice and the American way), tak Dianie po prostu kibicuję.

A jak przy mitach jesteśmy, to jeśli jesteście fanami mitologii greckiej, możecie się na filmie zdenerwować. Film bowiem miesza ją dość swobodnie z wątkami judeochrześcijańskimi. Przez co przez chwilę miałam obawy czy nie skończy się jak z Supermanem i jego cierpieniem za miliony. Ale nie, udało się zachować typową dla greckich mitów chęć działania. Chociaż kulturoznawcy mogą płakać.

Wonder Woman jest filmem wojennym i to całkiem dobrym. Nie pokazuje nam dzielnych żołnierzy walczących za kraj czy dla chwały. Raczej zwykłych ludzi, którzy zostali przez okoliczności zmuszeni do robienia niezwykłych rzeczy. I każdy z nich jest w jakiś sposób złamany. Na szczęście, reżyserka oparła się pokusie i film nie epatuje okropieństwami czy mrokiem (zapewne też po to by film trafił do młodszych odbiorców. Co prawda, jest niby PG-13, ale Internet jest pełen informacji jak siedmio czy dziewięciolatki reagowały na sali kinowej). Ale do prawdziwie heroicznych czynów zdolna jest tylko Diana, mimo niedowierzania czy sprzeciwu otaczających ją mężczyzn.

Czy Wonder Woman jest bardzo dobrym filmem? Nie. To nadal jest origin story, które tutaj ma więcej sensu, ale ile można. I nadal film DCEU, więc ostatni kwadrans to bogowie walczący na strumienie energii i rozmawiający o etyce. Scenarzysta nie do końca poradził sobie z tym, że film dzieje się w 1918 i z całych sił starał się tam upchnąć nazistów. Mamy magiczne konie i łódkę, którą w jedną noc dopłynęła z Grecji do Londynu. Mamy tradycyjny chwyt pt. “Nie mogę jej powiedzieć tej ważnej rzeczy, bo będzie za dużo wiedziała”. Ale film mnie kupił. Tym, że pokazał prawdziwą bohaterkę, z konfliktem moralnym który ma sens. Tym, że pokazuje że kobiety mogą walczyć na wiele sposobów (Antiope, Edda, Diana). Tym, że wreszcie mamy rodzica, który zachowuje się jak rodzic powinien (Odyn, patrz i ucz się!). Tym, że wreszcie mamy bohaterkę, która jest w stanie zaakceptować swą boskość (Superman powinien się do niej zgłosić na terapię). I tą masą szczegółów, które tak łatwo można było schrzanić, a zrobiono je dobrze (scena kupowania ubrań).

I teraz Czekam na Ligę Sprawiedliwości, bo tam będzie więcej Wonder Woman. Ale bardziej czekałabym, gdyby studio zechciało zrobić film o wyspie Amazonek.

 

  • Właśnie zastanawiałam się czy iść na Wonder Woman ale twój wpis mnie przekonał 🙂 A na Ligę już się nie mogę doczekać