pisanie

A czasami jest tak, że masz pomysł, a potem okazuje się, że jest on do niczego.

Grupa wydawnicza Alpaka ogłosiła nabór do antologii. Świetnie, pomyślałam, gdzieś w Google Docs mam zaczątki opowiadania, które powinno pasować. Pogrzebałam, znalazłam, przeczytałam co napisałam i trochę się załamałam.

Nie tylko dlatego, że mam właściwie dwa fragmenty pierwszej sceny i trochę notatek co ma się wydarzyć, więc czekałoby mnie mnóstwo pracy. Ale też dlatego, że entuzjazm uleciał ze mnie jak powietrze z przekłutego balonika. Mam wrażenie, że próbuję ugryźć więcej niż mogę przetrawić. I że cokolwiek napiszę będzie do kitu.

Ale czysta kartka (metaforyczna) jest jeszcze bardziej do kitu. A ja bardzo chcę coś do Alpaki wysłać. Więc mam do wyboru albo wymyślić zupełnie nową historię (i tutaj mój umysł panikuje i staje się zupełnie pusty) albo odzyskać entuzjazm do historii maga i krasnoluda na Wybrzeżu Snów (tylko zupełnie nie wiem jak).

W przypływie geniuszu uznałam, że napisanie o tym jaki bardzo pisanie mi nie idzie może pomóc. No więc właśnie stoję i krzyczę w otchłań Internetu, jak na prawdziwego milenialsa przystało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *