czytanie

Za dużo grzybów w barszczu

No więc nie wiem co zrobić z tą książką. Mimo tego, że wydawca i liczne w treści odwołania do Agathy Christie i Morderstw w Midsomer sugerują, że to cozy mystery, Martwy sezon Anety Jadowskiej nie pasuje do tego gatunku. Jest czymś wpół drogi między nim a skandynawskimi kryminałami społecznymi, z mocnym skrętem w stronę powieści obyczajowych. Niestety, te trzy połówki nie kleją się w satysfakcjonującą całość.

Na początek, Martwy sezon jest wręcz cudownie wciągający i świetnie się czyta. Gawędziarski styl Autorki (po tylu książkach ciężko uznać to za przegadanie) czasami mnie nużył, tak jak powtórzenia, ale połknęłam książkę w niecałą dobę.

Mamy tu wątek kryminalny, romansowy i obyczajowy. Brakuje motywu przewodniego, który by to wszystko ładnie zbierał. Bohaterowie chodzą, rozmawiają, nic się nie dzieje. Mam wrażenie, że Autorka próbowała budować nastrój narastającej grozy, ale na mnie nie zadziałało. Próbowała też w wątku kryminalnym zagrać jednym z najpopularniejszych tropów w thrillerach, unreliable narrator, ale kiedy bohaterka jest otoczona kochającą rodziną, która jej bezkrytycznie wierzy, to nie działa. Irytowała mnie też tajemnica Marii- narracja wielokrotnie nam o niej przypomina, ale cały czas dostajemy ten sam zestaw informacji. W rezultacie była trochę jak zdanie o Kartaginie w mowach Katona. Zawsze obecna, zazwyczaj niepotrzebna.

Wątek romansowy był dla mnie niesatysfakcjonujący. Być może dlatego, że oglądamy końcówkę romansu Tamary i Cezarego, więc duża część dramatycznych wydarzeń za nami. Ale wszystko idzie łatwo i prosto. Nie ma napięcia, są tylko monologi „Minęło tyle a tyle lat, zmieniłam/em się tak i tak, w związku z tym to”. Napięcie miał wnosić doktor MacCiacho, jako ten trzeci do tanga, ale sytuacja rozwiązała się w jednym rozdziale. Liczyłam na rozwinięcie relacji Magdy i Artura, ale chłopaka właściwie w powieści nie ma.

Autorka porusza ważny i trudny temat przemocy wobec kobiet. Ale temat zjada fabułę, a postaci chwilami zamieniają się w tuby na poglądy. Miałam też wrażenie, że zabrakło pomysłu na pociągnięcie tego wątku, Joanna jest właściwie pozostawiona samej sobie, bo wszyscy mają ciekawsze rzeczy do zrobienia. Temat niepełnosprawności został potraktowany dużo lepiej i bardziej wiarygodnie (po przeczytaniu tego tomu mam bardzo dużo pytań odnośnie logistyki działania Przystani).

Moim zdaniem, Martwy sezon to powieść nieudana, bo próbuje ugryźć więcej niż może połknąć. Przemoc domowa, niepełnosprawność, zmiana pomysłu na życie, zaczynanie na nowo, problemy finansowe, wątek paranormalny -w rezultacie dają rozłażące się wątki, straszne przeskoki w stylu i brak satysfakcjonującego zakończenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *