czytanie

O miesiącu pełnym czytelniczych rozczarowań

Byłam przekonana, że w związku z sytuacją na świecie czytanie w marcu szło mi bardzo kiepsko. A okazuje się, że przeczytałam sześć książek, czyli tyle co zwykle.

Jedna z nich trafiła do kategorii wielkich rozczarowań, o jednej nie wiem co myśleć, dwie nie spełniły pokładanych w nich nadziei, a dwie były przyjemną lekturą, która pozwoliła mi odpocząć.

Zacznijmy od tych przyjemnych. Przesłuchałam audiobooka Takeover Anna Zabo (którzy są osobą niebinarną i używają zaimka they, którego nie umiem oddać po polsku). I jeśli ktoś ma ochoty na współczesny romans m/m, który w dodatku nieźle sobie radzi z wątkami BDSM, to polecam. Drugim audiobookiem było The soldier’s scoundrel Cat Sebastian, też romans m/m, ale tym razem historyczny. Obie powieści miały wyraźnie napisaną fabułę pozaromansową, co ja bardzo lubię (jeśli bohaterem romansu jest detektyw, który właściwie nie ma czasu detektywować bo się zakochał, siada mi zawieszenie niewiary i książka mnie drażni).

O Martwym sezonie Anety Jadowskiej, czyli powieści, która nie spełniła nadziei, pisałam już na blogu, drugą książka w kategorii zawiedzione nadzieje jest Eight perfect murders Petera Swansona. W tym wypadku wina zdecydowanie leży po stronie moich wygórowanych oczekiwań. Spodziewałam się więcej niedomówień, subtelnych odniesień. Tymczasem powieść odwołuje się do klasyków często i bardzo dosłownie- streszcza nam ich fabułę co najmniej dwa razy, a bohaterowie przy każdej poszlace wykrzykują „Ach, to zupełnie jak w powieści X”. Eight perfect murders zawiera spoilery do dziesięciu klasycznych kryminałów, więc warto zapoznać się z nimi przed lekturą.

A nie wiem co myśleć o Płaczu Marty Kisiel. Z jednej strony podziwiam stworzoną atmosferę, pomysł, sposób rozwiązania niektórych wątków. Z drugiej miałam straszliwe poczucie niedosytu, natłok postaci i wątków sprawiał, że większość nie miała szans na rozwinięcie. Szkoda, że Płacz nie jest dłuższy. Brakowało mi rozwinięcia wątków osobistych niektórych postaci, niby jest jakiś początek, potem mamy przerwę na ratowanie świata, i nigdy do nich nie wracamy. Część jestem w stanie sobie dopowiedzieć, ale nie w przypadku Gerda i Klary.

Ale najbardziej rozczarowała mnie The Dark Side of the Road Simona R Greena, w Polsce znanego chyba głównie z serii Nightside. Miał być klasyczny kryminał z paranormalnym twistem. Boże Narodzenie, odcięta przez zamieć posiadłość na angielskiej wsi, wszystko co tygryski lubią najbardziej. I na początku było, nawet ten twist paranormalny był całkiem ok. A potem nadszedł drugi twist, całość skręciła w stronę survival horroru, główny bohater przytulił do piersi idiot ball i nie puścił aż do zakończenia, a prawdopodobieństwo psychologiczne zaginęło w akcji. No i dorzucane bez ładu i składu odnośniki do znanych dzieł.

Miejmy nadzieję, że kwiecień będzie bardziej satysfakcjonujący. A Wam jak się udał czytelniczy marzec?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *