oglądanie

O tym, że pisanie fanfików do znanego dzieła nie jest dobrym pomysłem

„Szefie, ale jeśli mamy uwierzyć, że Eryk naprawdę jest dobrym wyborem, to może jego źródłem utrzymania nie powinna być prostytucja innej postaci?”- nie powiedział nikt do Andrew Lloyda Webbera, dokładając w ten sposób kamyczek do tego, jak złe jest Love never dies.

Jeśli nie wiecie, to w ten weekend (między 24.04 20:00 a 26.04. 20:00) można na kanale Show must go on! można obejrzeć w całości musical Love never dies, sequel Upiora w operze. Który to sequel jest dużo słabszy od Upiora. Nie muzycznie. Nie inscenizacyjnie. Ale na poziomie historii. Dalej czekają spoilery i dość luźne przemyślenia.

Historia nie trzyma się kupy, ale nie w ten uroczy musicalowy sposób, tylko w kretyński. Nie czepiam się ciągłości zdarzeń (lud Paryża prawie wziął Eryka na widły i Mme.Giry z córką wywoziły go do Calais, ale Eryk zdążył jeszcze spędzić upojną noc z Christine), ale takich rzeczy jak panika Mme.Giry kiedy dowiaduje się, że Eryk ma syna. Z jakiego powodu dziecko miałoby im odebrać budowane wspólnie od dekady przedsięwzięcie? Chyba, że panie Giry pompowały kasę w Eryka bez żadnych umów. Jakiś czas wcześniej Christine śpiewa o czystej i pięknej duszy Upiora. Czyżby zapomniała o tych kilku trupach? O usiłowaniu zabójstwa Raoula?

W ogóle to co Webber robi z bohaterkami woła o pomstę do nieba. W tej historii dwóch bufonów pręży muskuły, a bohaterki przez nich cierpią, popadają w nędzę, szaleństwo albo umierają.

Love never dies jest teoretycznie sequelem Upiora, ale wygląda bardziej na niezbyt dobry fanfik. Autora interesują tylko dramatyczne wyznania między Erykiem a Christine, resztę traktuje pretekstowo. Raoul zostaje zezłolowany, żebyśmy nie mieli wątpliwości komu powinniśmy kibicować (co nie do końca wychodzi, bo Raoul okazuje się na końcu zaskakująco przyzwoity). Postacie drugoplanowe zostały sprowadzone do roli rekwizytów. Emocje są tylko z wysokiego C, ale mało człowieka obchodzą, skoro dotyczą ludzi bez właściwości. Mamy nawet klasyczne fanfikowe wybielenie bohatera i jest ono klasycznie nieporadne (Zabił kilka osób? Oj tam, tak naprawdę ma czystą duszę, a poza tym czy nie widzicie jak on cierpi!). Eryk nie dostaje redemption arc, w którym coś się dzieje, bo to pewnie zjadłoby miejsce na dramatyczne wyznania. Eryk cierpi.

I zastanawiam się co się stało. Librecista nie był z łapanki ani niedoświadczony, za coś te nominację do Tony dostał. A popełnił taki koszmarek. Chwilami miałam wrażenie, że ktoś najpierw napisał te wszystkie piosenki, a dopiero potem przypomniał sobie, że trzeba je jakoś spiąć. A że wcześniej oglądał dużo oper mydlanych, Upiór też jest z opery, to połączył wszystko w jedną całość.

I tylko Meg żal.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *