czytanie

O tym, że dobre powieści są dobre, niezależnie od gatunku

Książkę otrzymałam od Autorki, nie powstrzymało mnie to jednak przed sformułowaniem i wygłoszeniem własnej opinii.

Ponieważ archiwum bloga zaginęło w pomroce dziejów i nie mogę Was odesłać do poprzednich wpisów- Joanna Krystyna Radosz to polska autorka pisząca o sporcie żużlowym. Wydała do tej pory trzy zbiory opowiadań, które bardzo polecam (dwa z nich można pobrać za darmo TU i TU ), a teraz przyszedł czas na powieść.

Szkoła wyprzedzania to powieść obyczajowa z mocno zarysowanym wątkiem sensacyjnym i sportowym. Mamy tu tajemniczy spadek, sekrety sprzed lat, pościgi, strzelaniny, walkę o mistrzostwo Rosji, malwersacje finansowe, szantaże…. Do tego jeszcze próby pogodzenia się z przeszłością, znalezienia sobie miejsca w życiu i zrewidowania swoich poglądów. I jest jeszcze romans.

Ale jeśli nie lubicie thrillerów, albo macie dość powieści, w których akcja pędzie na złamanie karku zostawiając daleko w tyle sens i logikę, uspokajam. Szkoła to przede wszystkim powieść obyczajowa, w której mamy czas na poznanie bohaterów. Co nie znaczy, że jest nudno! Tylko zanim rzeczy zaczną wybuchać możemy dowiedzieć się komu będziemy towarzyszyć w szalonych biegach po Sankt Petersburgu. Autorka ma talent do tzw. slice of life, sceny obyczajowe są świetnie napisane, atmosferę w niektórych można kroić nożem, powieść wciąga jak diabli. Bohaterowie są pełnokrwiści i bardzo ludzcy, więc czytało się o nich z przyjemnością (nawet jeśli nie wszystkich polubiłam).

Wątek sensacyjny jest intrygujący i logiczny, Autorka umiejętnie dawkuje napięcie i tropy. Na początku zagadka jest zdecydowanie w tle opowieści, po czym w trakcie powoli przechodzi na pierwszy plan. Doskonale się bawiłam próbując rozgryźć intrygę (a że układanka jest logiczna, to niektóre elementy udało mi się odgadnąć). Zakończenie zaś jest odpowiednio spektakularne. Tylko jeden aspekt intrygi wyraźnie mi zgrzytał, ale to już byłby spoiler ;).

Najmniej podobał mi się romans, ale tu dużą rolę mogła odegrać niechęć do głównego bohatera. Dymitr jest dobrze napisany, ale to typ, którego nie znoszę. Natomiast sam wątek, trochę realizujący trop bad boya a bardzo stawiający go na głowie, jest wciągający i taki… realistyczny. Pod koniec tylko niepotrzebnie przyspiesza.

Powieść wciągnęła mnie niemal od razu, sprawiła że zarwałam noc (co było miłym uczuciem, chociaż następny dzień był ciężki). Jeśli szukacie dobrej powieści, takiej którą lekko się czyta, ale która nie jest bezą, to serdecznie polecam.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *