czytanie

O tym, że nie można wyciąć z powieści trzeciego aktu

Po mrocznych powieściach T.Kingfisher chciałam przeczytać coś lżejszego i najlepiej po polsku. W końcu obiecałam sobie, że we wrześniu będę czytać więcej w rodzimym języku. O ile Randka z Hugo Bosym była całkiem przyjemną literacką bezą, to wybrane przypadkowo (bądźmy szczerzy, złapałam się na uroczą okładkę i obietnicę magii i ciepła. Oraz kota.) Życie na zamówienie czyli espresso z cukrem Karoliny Wilczyńskiej  bardzo mnie zaskoczyło.

Rzadko zdarza się, że ktoś wyda powieść bez trzeciego aktu. Wiecie, tego w którym rzeczy się dzieją, mamy konfrontację z antagonistą, ważne sprawy zostają rozwiązane, a bohaterowie przechodzą przemianę. A jednak, Życie na zamówienie trzeciego aktu nie ma. Ma dwa akty, a potem kilka rozdziałów, które wyglądają jak szkic do trzeciego aktu.

W powieści mamy trzy główne wątki: tajemnicę rodzinną, prześladowcę głównej bohaterki oraz przemianę wewnętrzną głównej bohaterki. Żaden z nich nie zostaje rozwiązany, ani nie posuwa się naprzód, przez co lektura jest bardzo statyczna. Dwa wątki zostają w sumie zapomniane, jeden dostaje połowiczne rozwiązanie, za to pojawia się niespodziewanie romans.

Co sprawia, że nad wyraz irytująca główna bohaterka pozostaje przez cały czas nad wyraz irytująca. Mogłabym założyć, że przemiana Miłki jest planowana na więcej tomów, ale wtedy musiałabym zobaczyć w pierwszym choć pierwsze jaskółki. To plus pociągnięcie dalej wątku rodzinnej tajemnicy pewnie skłoniłoby mnie do sięgnięcia po kolejny tom, zwłaszcza że Autorka ma fajny styl.

Brak trzeciego aktu odbiera Miłce sprawczość we własnej historii. Nasza bohaterka próbuje się zmierzyć ze swoim prześladowcą, ale rezygnuje już na samym początku. Bo w Internecie napisali, że to nie ma sensu, a osoba której się zwierzyła nie była dość wspierająca emocjonalnie (ta osoba to dość przelotna znajomość i udziela rzeczowej, pomocnej rady). I tu wątek właściwie się kończy, potem dowiadujemy się, że jakiś tajemniczy pan obił prześladowcę w ciemnej bramie. Brakowało mi konfrontacji z problemem, jakiegoś aktywnego działania by go rozwiązać. Choćby zgłoszenia na policję.

Nie wiem czy trzeci akt zaginął z powodu nieporadności pisarskiej czy cynizmu wydawniczego. Ale skutecznie zniechęciło mnie to do kontynuowania serii. A oceny kolejnych tomów na Lubimyczytać nie wskazują na skok jakości, więc chyba nic nie tracę.

PS. chciałam tylko dodać, że tradycyjnie audiobook jest super i jeśli chcecie przeczytać Zycie na zamówienie, to polecam tę formę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *