Akuszer bogów to bardziej współczesna baśń albo powieść drogi niż urban fantasy. Nikita zostawia za sobą Warsa i jedzie do Norwegii by rozwiązać swoją skomplikowaną sytuację rodzinną. Przyznam, że wypuszczenie bohaterki w szeroki świat bardzo mi się podobało, zwłaszcza że Autorka ma pomysł jak wykorzystać scenerię i Norwegia jest czymś więcej niż dekoracjami.

Im dalej w powieść, tym bardziej mitycznie i mistycznie się robi. Zaczynamy od wyprawy motocyklowej, kończymy na rozmowach z bogami. Przejście jest stopniowe, Nikita i czytelnicy są powoli wciągani w wir wydarzeń, bogowie nie wyskakują zza krzaka w pierwszej połowie powieści. Kulminacja w ogrodzie bogini i zmuszenie bohaterki do korzystania z tego kawałka dziedzictwa, którego właściwie nie używa, bardzo mi się podobało. Podejście Autorki do mitologii też. Nie jest to przepisywanie mitów na nowo na miarę Gaimana, ale działa. Przydałoby się może trochę więcej odcieni szarości (albo przynajmniej jeden pozytywny bóg).

Podobał mi się rozwój postaci, zwłaszcza Nikity. Autorka funduje jej nie tylko podróż do źródła, ale też w głąb siebie. Wszystkie przystanki po drodze czegoś ją uczą, pozwalają lepiej zrozumieć samą siebie. Nie jest to, co prawda, zmiana całkowita i uporządkowanie wszystkiego, bo Nikita nadal średnio akceptuje bycie berserkiem, ale nadaje postaci dynamizmu i dobrze się czyta. Bohaterka też radzi sobie dużo lepiej jako narratorka.

Trochę brakowało mi rozwinięcia relacji z Robinem, ale rozumiem, że to musiało zejść na dalszy plan. Wilkołacza rodzina jest całkiem barwna, podobnie misiowy gang (związany z nimi zwrot akcji dało się wyczuć na kilometr, ale postać Ursy ratuje sytuacje). Poza tym, mamy szereg związków pokazujących, że bycie potworem nie przekreśla szansy na dobre życie. Najbardziej podobała mi się historia Hilde i jej berserka.

Warto zaznaczyć, że w powieści występuje mnóstwo kobiet i część jest znacząca dla fabuły. Nikita nadal nie ma przyjaciółki i nadal naprawdę istotne relacje nawiązuje tylko z mężczyznami (bo jednak jedno spotkanie z babcią to trochę mało, żeby nazwać to relacją), ale widzę postępy. Jakby zmrużyć powieki, to możnaby Annę uznać za materiał na przyjaciółkę.

Zawiodłam się na końcówce opowieści. Nikita wypełnia swoją misję, wraca do Warsa załatwić drugą połowę skomplikowanych spraw rodzinnych i rozprawić się z osobą, która bardzo chciała zrobić jej krzywdę i… I w sumie nic. Oczekiwałam soczystych scen, ciekawego złola, dostałam przeciwnika, który nie jest dla Nikity żadnym wyzwaniem (w ogóle Zakon Cieni strasznie niekompetentny jest), a w emocjonalnych scenach bohaterka jakoś zapomina o swej przemianie duchowej i zmienia w pyskatą nastolatkę. Zero satysfakcji czytelniczej.

Oraz, czy możemy już pogrzebać na wieki postać złego geja, który sypia w jedwabnej piżamie i roi sobie o władzy nad światem? Ładnie proszę.

No to teraz słowo o redakcji… gdzie, na wszystkich bogów wszystkich panteonów, była redakcja?! Błędy, dziwaczne konstrukcje językowe, powtórzenia, to jedno. Do tego jeszcze infodump na infodumpie i wszyscy, absolutnie wszyscy bohaterowie, cierpią na biegunkę słowną. Niezależnie od tego jaki jest ich poziom zażyłości z Nikitą, wyjaśnią jej dokładnie swoje motywy, opowiedzą historię życia, łącznie z analizą emocjonalną. Nie jest to tak irytujące jak wszyscy kochają Dorę, ale pod koniec trochę zgrzytałam zębami.

Mimo wad, czytało się lekko, akcja była wartka, od czasu do czasu pojawiał się humor. Autorka ma ciekawe pomysły i zazwyczaj wie jak je realizować. Przyznam, że jestem naprawdę ciekawa co będzie w kolejnym tomie.

Dane techniczne:

Autorka: Aneta Jadowska
Tytuł: Akuszer bogów
Wydawnictwo: SQN
Format: papier

  • Wychodzi na to, że autorka się rozwija 😀 Cykl o Dorze był dla mnie niestrawny, postanowiłam jednak dać szanse Nikicie, która już czeka na półce, okaże się czy faktycznie mamy podobne zdanie odnośnie do powieści