Bardzo lubię fantasy of manners. I wszystkie książki z akcją rozgrywającą się w wiktoriańskim Londynie. I powieści o nekromantach. I bardzo żałuję, że dobranie się do powieści Anny Lange zajęło mi tyle czasu.

Clovis LaFay to wciągająca lektura, z sympatycznymi bohaterami, wartką akcją i ciekawie zarysowanym tłem społecznym. Czytało się doskonale, nie tylko intryga była ciekawą mieszanką znanych tropów w nowym wydaniu, ale też polubiłam bohaterów. Gdyby nie magia, Clovis LaFay byłby porządną powieścią obyczajową. Zresztą, Autorka wplotła magię w świat przedstawiony umiejętnie i można uwierzyć, że tak właśnie działałoby Imperium Brytyjskie.

Podobało mi się, że Autorka zdecydowała się na pokazanie bohaterów z różnych grup społecznych. Wielu z nich, zwłaszcza postaci drugoplanowe, wpisują się w pewne archetypy, ale zazwyczaj mają dość charakteru by być pełnoprawnym bohaterami. Poza Horatiem, ale o nim później. Co ciekawe, skupiamy się na klasie średniej, w dodatku z niższych rejestrów (która okazuje się dużo wrażliwsza i bardziej społecznie uświadomiona niż arystokracja). Podobało mi się też granie kompetencjami bohaterów- pokazywanie ich w sytuacjach, w których radzą sobie świetnie i takich, gdzie są bardzo zagubieni. Działa to zwłaszcza przy Clovisie, który łatwo mógłby osunąć się w bycie mrocznym i cierpiącym bohaterem. To znaczy, mroczny jest nadal. Ale jest też sympatyczny. W scenach rodzajowych jest dużo humoru, który kojarzył mi się z Dickensem.

Anna Lange pisze podobnie do Aleksandry Janusz. Obie autorki są naukowczyniami i to widać. Ich światy są racjonalne, podobnie działania postaci, a zasady działania magii spójne i jasno wyłożone. Co nie znaczy, że jest nudno! Wręcz przeciwnie, ponieważ zasady są klarowne, można skupić się na akcji właściwej. Mi to bardzo odpowiada, ale jeśli ktoś szuka wielkich i gwałtownych emocji, może się rozczarować.

Jedyne zastrzeżenia miałam do wątku romansowego i do postaci głównego złego. Temu pierwszemu brakuje nieco rozwinięcia. Mamy początek, ale potem od razu przeskakujemy do fazy wątpliwości bohaterów, czy aby na pewno są dla siebie odpowiedni. Zabrakło mi próby zrozumienia czy druga strona w ogóle jest zainteresowana. Skoro to seria, sprawę możnaby rozciągnąć w czasie i w pierwszym tomie pozwolić im tylko pałać do siebie sympatią. Ale podobało mi się dodanie drugiego, racjonalnie lepszego kandydata do ręki Alicji.

No i główny zły. Ja rozumiem, że on jest jakoś zaczepiony w kanonie powieści dziwiętnastowiecznej. Ale mamy 2017 i czy możemy już skończyć ze złymi, potwornymi gejami? Oraz z potworną wiktoriańską seksualnością? Autorka robi to samo co Horowitz w Domu jedwabnym– skoro Wiktorianie to represjonowana seksualność, jak represjonowana to oczywiście wynaturzona, jak wynaturzona to pedofilia. Przyznaję, jestem trochę zmęczona traktowaniem tematu na jedno kopyto.

Zwłaszcza, że Horatio nie ma właściwie charakteru- jest takim stereotypowym czarnym charakterem, który w cieniu podkręca wąsa i wybucha demonicznym chichotem. Nie ma żadnej pozytywnej cechy, nic co nadawałoby mu choć trochę głębi. Ba, on nawet nie jest kompetentny! Konfrontacja z nim nie przyniosła mi czytelniczej satysfakcji. Tym bardziej, że Autorka potrafi napisać ciekawego, stonowanego złola- ojciec Horatia jest ciekawy i dobrze napisany.

Moim zdaniem, Clovis LaFay to idealna lektura na wakacje. Akcja biegnie na tyle szybko, że nie sposób się znudzić, ale jednocześnie nie gna na złamanie karku. Ma sympatycznych bohaterów, nieco humoru, ciekawy system magiczny i wciągającą intrygę. Mam nadzieję, że drugi tom pojawi się w miarę szybko, bo żywo interesuje mnie co dalej z Alicją, Johnem, Clovisem i Frederickiem.
Autor: Anna Lange
Tytuł: Clovis LaFay
Wydawdca: SQN
Format: papierowa