Z najwyższą przyjemności i niejakim zdziwieniem informuję, że Jakub Ćwiek napisał dobrą książkę. Zdziwienie brało się stąd, że po nieudanych Chłopcach bałam się mieć nadzieję, a do Grimm City. Wilk! podchodziłam jak do jeża. Zapoznałam się dopiero gdy dostałam audiobooka, bo one zawsze są miłym doświadczeniem (Autor ma niesamowite szczęście do lektorów).

Grimm City. Wilk! to bardzo klasyczny kryminał noir dziejący się w dieselpunkowej scenerii, z gęstą mroczną atmosferą. I to klimat jest tu najważniejszy, a jest ponuro i fatalistycznie, co nie każdemu przypadnie do gustu. Fani Sokoła maltańskiego czy Damy z Szanghaju powinni czuć się na ulicach Grimm City jak w domu. Jednak fani historii detektywistycznych mogą być zawiedzeni, śledztwo w sprawie tytułowego Wilka nie jest ani ekscytujące ani oryginalne, bardzo często zresztą schodzi na drugi, a nawet trzeci plan. Nawet dobrze, bo rozwiązanie jest przewidywalne, a obserwowanie jak bohaterowie składają swoje teorie- mało ciekawe. Za to miasto… czuć, że żyje i jest w sumie najważniejszym bohaterem opowieści. W każdym razie, jest moim ulubionym i z chęcią dowiedziałabym się o nim więcej. Pozostali bohaterowie aż tak mnie nie poruszyli.

Są typowi dla kryminału noir, więc miło znajomi. Ale żaden nie był dość charyzmatyczny, by zapaść mi w pamięć. Ani żadnego nie polubiłam. Gdzieś tak w trzech czwartych powieści zaczęłam się nawet zastanawiać, komu według Autora powinnam kibicować. Być może dlatego, że istnieją w emocjonalnej pustce- McShane i Evans najsilniejsze uczucia żywią do siebie i wcale bym się nie zdziwiła, gdyby się okazało że kiedyś byli razem tylko coś poszło mocno nie tak (tak czytani są dużo ciekawsi. I pewnie czytam tu za dużo, ale skoro jeden z bohaterów pracuje w organizacji stworzonej przez domniemanego kochanka króla, to czuję się uprawniona). No i jeśli Autor pokazuje mi, że scena śmierci jednej postaci jest mniej ważna od opisu czynności łazienkowej drugiej, to dla mnie jasny sygnał. Tylko po co w tej opowieści postać, na której nikomu nie zależy?

Mam wrażenie, że Autor nie do końca wie, co robić ze swoimi bohaterkami. W powieści mamy całe  siedem, z czego jedna pojawia się tylko na chwilę w scence rodzajowej, inna nie ma nawet imienia, a jeszcze inna jest jak pomocny NPC w grach- zawsze w tym samym miejscu i zawsze podaje informacje/przedmioty. Palla jest jednocześnie femme fatale i dziewczyną starającą się przebić w męskim świecie, ale w obu rolach jest dość nijaka, jakby do żadnej nie miała przekonania. Bezimienna bohaterka zachowuje się jak ta mniej ważna dziewczyna Bonda. Greta jest tak bardzo postacią z filmu noir, że staje się kalką.

Najciekawsze wątki w powieści dotyczą społeczeństwa oraz religii. Z jednej strony, mamy świat w którym kobiety całkiem niedawno uzyskały prawa obywatelskie (symbolem tego wyzwolenia jest np. osobna łazienka w pubie. Taki mały codzienny szczegół, którego wplecenie bardzo mi się podobało) i nie wszyscy bohaterowie czują się z tym komfortowo. Same bohaterki nie do końca wiedzą jak nawigować w nowej rzeczywistości. Z drugiej, to świat, w którym warstwa mityczno-religijna jest bardzo ważna i szeroko omawiana przez postaci. Autor trochę ryzykował, w końcu ostatnio religii jest pełno we wszelkich przekazach, ale podoba mi się jego sposób przedstawienie epizoidyzmu. Nawet jeśli na końcu lądujemy z w sumie dość ogranym tropem.

Największym problemem powieści jest jej tempo. Po dość powolnym i rozbuchanym w dygresje początku i środku, zakończenie było, moim zdaniem, zbyt szybkie, skrótowe. O ile pierwsze dwa akty zręcznie żonglowały inspiracjami, tak zakończenie osuwa się w najbardziej oczywiste kalki, tak że nie mogłam opędzić się od wrażenia, że ja już ten film widziałam. Żeby je rozciągnąć, Autor używa zabiegu retardyzacji (bohater ma zrobić coś ważnego? Najpierw dostaniemy szczegółowy opis jak myje dłonie, osusza je ręcznikiem), albo ukrywa informacje przed czytelnikiem (bohater otrzymuje wiadomość dzięki której wszystko staje się jasne, ale czytelnik nie poznaje jej treści). Obie sytuacje irytują mnie niewymownie.

Jest jeszcze coś. Zawsze mi się wydawało, że precyzyjne opisywanie czynności fizjologicznych to domena literatury ambitnej i jak długo trzymam się fantastyki, jestem bezpieczna. Myliłam się. Dostałam szczegółowy opis oddawania moczu przez jednego z bohaterów w kiblu w knajpie,  praktycznie z siłą i celnością strumienia. Scena była tak wyrwana z kontekstu i niepotrzebna, że biedny Herlitz już na zawsze będzie mi się z tym kojarzył. Podobnie Autor morduje pełną napięcia scenę między dwójką bohaterów, informując mnie na końcu co o tym wszystkim sądzi penis bohatera. Trochę zaufania do czytelnika! Scena jest dobrze napisana, napięcie erotyczne wisi w powietrzu, nie trzeba walić po głowie szpadlem.

Grimm City.Wilk! to dowód na to, że jak Ćwiek chce to potrafi. Napisać ciekawą książkę, z przemyślaną intrygą, dobrymi odwołaniami do popkultury i fajnym klimatem. Po raz pierwszy od kilku lat cieszę się na kolejną powieść tego autora.

Autor: Jakub Ćwiek
Tytuł: Grimm City. Wilk!
Wydawca: SQN
Format: audiobook