Jaką ja dobrą książkę przeczytałam*. Być może przemawia przeze mnie lekkie upicie się słońcem i ciepłą morską wodą, ale drugi tom przygód Witkacego bardzo mi się podobał.
Fair warning, w tej powieści polski policjant zostaje szamanem w tradycji indiańskiej. Osoby wyczulone na przywłaszczanie kultury może to razić.

Bohater wyzwolił się ze stereotypu mrocznego detektywa i samca alfa i wszystkim nam sprawiło to ulgę oraz radość. Ten Witkacy jest dużo swobodniej napisany, lepiej się o nim czyta i zamiast irytować, budzi sympatię i chęć kibicowania. Odzyskał też swój melancholijny urok z Heksalogii, który w Szamańskim bluesie wyparował. A motywacje Witkaca były dla mnie jednym z najmocniejszych punktów powieści. Ratowanie świata i odkrywanie swego przeznaczenia są w porządku, ale szaman próbujący dojść do ładu ze sobą, z magią i jeszcze usiłujący być dobrym ojcem i nauczycielem podoba mi się znacznie bardziej.
Co prawda, Witkac nadal jest pierdołą i trochę za często oddaje stery w ręce innych postaci, ale z drugiej strony, jak ja mam nie lubić rozsądnego bohatera, który rozbrajanie bomby zostawia saperom a nie pcha się z łapami? I który wie, że czasami należy się wycofać, a nie gnać w stronę niebezpieczeństwa. Widać to zwłaszcza w zestawieniu z dużo bardziej samczo stereotypowym i niedojrzałym Sępem (który nie jest w stanie wymówić słowa „podpaska”). Dopiero w drugiej części powieści Witkacy zaczyna działać, zmuszony okolicznościami i własnymi przekonaniami do wzięcia się za bary ze swoim dziedzictwem. To kolejny bohater Jadowskiej, który przechodzi inicjację i ta podobała mi się najbardziej. Była najlepiej opisana, najciekawiej zrobiona i po raz pierwszy bohater był w niej głównym aktorem, nie tylko widzem (jak Nikita w Akuszerze bogów).


A propos Sępa, który w poprzednim tomie irytował mnie straszliwie. W Tangu zaczęłam od irytacji, skończyłam na współczuciu i sympatii. Bohater i jego związek z Witkacym przechodzą dużą przemianę, ładnie wpisującą się, ale nie dominującą głównego wątku. Więcej napisać nie mogę, bo spoilery, ale byłam pod wrażeniem.
W ogóle postacie drugoplanowe są w tej książce bardzo udane. Wyróżnia się Harfiarka, postać ciekawa i barwna, która łatwo mogłaby ukraść naszemu szamanowi spotlight. Na szczęście nie dominuje fabuły, a ją dopełnia. To postać o której z chęcią więcej przeczytam. Podobnie Katia, która z tomu na tom jest coraz ciekawsza. Podobali mi się też wszyscy mieszkańcy Zaświatów, chociaż niektórzy byli dość grubo ciosani.
Powieści Anety Jadowskiej zawsze mają jakieś elementy związane z muzyką rockową. Cytaty na okładce, uliczny grajek grający utwór Deep Purple. Strasznie je lubię, zwłaszcza te ukryte w tekście, bo są trudniejsze do zgadnięcie niż odniesienia popkulturalne. A w Tangu zagadka muzyczna jest naprawdę fajna! I tyle powiem, żeby nie psuć zabawy.
Podobał mi się wątek społeczno-ekonomiczny dotyczący Thornu, mam nadzieję, że kolejny tom go rozwinie. Bo polowanie na potwory jest fajne, ale żyjące miasta są jeszcze fajniejsze. A poznawanie magicznej strony Torunia z Witkacem powinno być ciekawe. Bardzo ciekawe.


No dobrze, ale ta powieść musi mieć jakieś wady, prawda? Nie do końca. To znaczy, są dwie rzeczy, które nie do końca mi się podobały, ale niekoniecznie liczą się jako wady. Po pierwsze, koniec wydaje mi się zbyt przyspieszony. Nie mam pretensji o dwa cliffhangery (chociaż strasznie jestem ciekawa o co chodzi z nawiedzoną kamienicą), ale zabrakło mi bardzo ważnej sceny z Kurczaczkiem, przez co ten wątek był mało satysfakcjonujący czytelniczo. Po drugie, dla mnie postaci u Jadowskiej zawsze mówią o to jedno zdanie za dużo, kiedy opowiadają o swoich motywacjach czy uczuciach (zawsze mam ochotę im te ostatnie zdania wykreślać). Przez to scena, w której Witkacy i Sęp wreszcie rozmawiają od serca nie zrobiła na mnie takiego wrażenia jak mogła. Tylko, że robią tak wszyscy we wszystkich seriach Autorki, więc powinnam to już chyba uznać za styl.
Fanów Dory uspokoję, Wilk pojawia się w powieści na chwilę (chociaż Witkacy myśli o niej dość obsesyjnie. Nie będę komentować jego wyboru idolki.). Nie bierze jednak czynnego udziału w akcji.

Szamańskie tango to kawałek naprawdę solidnej rozrywki. Jest ciekawie, akcja rwie do przodu, bohaterowie dają się lubić. Wciąga jak chodzenie po bagnach, zwłaszcza jeśli lubicie fantastykę zahaczającą o mitologię.

Bonus, czyli książka męskim okiem:

W końcu Witkacy „wyhodował sobie parę”. W Zaświatach, zdany w dużej mierze na siebie pokazał, że jest osobą kompetentną. Wcześniej, przez pierwsze strony książki oraz we wcześniejszym tomie, mocno denerwowało mnie to, że ciągle ktoś musiał ratować mu tyłek. Tym razem jednak widać ewolucję bohatera i mam nadzieję, że w kolejnym tomie to on okaże się ekspertem. Sęp też wyraźnie dojrzał do swojej roli, i choć nie jest to moja ulubiona postać, to mocno mu kibicuję. Tango wciągnęło mnie bardziej od Bluesa i nie mogę się już doczekać kolejnego tomu. Ciekawe też jaki będzie tytuł- może Szamańskie pogo?

 

Dane techniczne:
Autorka: Aneta Jadowska
Tytuł: Szamańskie tango
Wydawca: Fabryka Słów
Format: papier

*Nie dotyczy redakcji. I nie będę rozwijać tematu, bo to już nudne, chociaż nadal wielce irytujące.