Nie przepadam za czysto obyczajowymi chick lit. Zazwyczaj nudzę się podczas lektury jak mops, albo jestem mocno zirytowana brakiem logiki bohaterki. Co innego kiedy książka jest o czymś jeszcze poza sercowo-obyczajowymi perypetiami. Bohaterka stara się odbudować rodzinną winnicę? Nauczyć się malować? Skompletować serwis do herbaty? Ma obsesję na punkcie jakiegoś obrazu i stara się wytropić jego twórcę? Z chęcią poczytam!

Dlatego wypożyczyłam Julie&Julię. Spodziewałam się lekkiej i zabawnej książki, w której nasza bohaterka układa sobie życie i realizuje kulinarnie. Książka jest… nie do końca o tym.
Przede wszystkim, wbrew pozorom, nie ma w niej aż tak dużo o gotowaniu. To znaczy, Autorka opisuje niekiedy zdobywanie składników i przygotowanie potrawy bardzo szczegółowo, czasami jedynie wspomni jak jakaś potrawa smakuje, ale niewiele jest o samym jedzeniu, często albo Julie nie komentuje smaku potrawy albo stwierdza, że smakuje w porządku. Być może wszyscy Amerykanie jedli dania z książki Julii Child i wiedzą doskonale jak smakuje kura w galarecie z rozmarynem i im niepotrzebne były opisy smaków, ale mi ich brakowało. Książkę dość często porównuje się do Jedz, módl się, kochaj, ale opisy Liz sprawiały, że robiłam się głodna. Mam wrażenie, że Julie nie lubi jeść, a cały projekt jest wyrazem jej obsesyjnej osobowości.
A szkoda, bo część poświęcona jedzeniu była tą, którą czytało mi się całkiem dobrze. Zagubienie czy nieporadność kulinarna bohaterki dodawały jej uroku i prawdziwości. Podobnie przyznawanie się, że o ile pierwszy raz danie zrobiła dokładnie według przepisu, to już za drugim razem skorzystała z gotowych półproduktów. I choć czasem miałam wrażenie, że gdyby przemyślała sprawę obyłoby się bez dramatycznych komplikacji, nie irytowało mnie to. Może dlatego, że na myśl o luzowaniu kaczki też czuję lekką panikę.

Jednak kiedy bohaterka rozprawiała o reszcie swego życia, miałam ochotę potrząsnąć nią silnie i przypomnieć, że ma 30 lat, nie 15 i może powinna przestać zachowywać się jak rozpuszczony bachor. Tak naprawdę nie mam nic przeciwko niedojrzałym bohaterkom, które w trakcie powieści dorastają. Nie mam nic przeciwko bohaterkom sfrustrowanym swoim dotychczasowym życiem i bojących się, że zmierzają donikąd. Tylko Julie jest do tego bardzo niesympatyczna i narcystyczna, a jeśli coś nie dotyczy bezpośrednio jej, to olewa to całkowicie. I to widać w jej stosunku do męża i znajomych.
Poruszyły mnie dwie sceny. W jednej mąż cierpi na silną migrenę, taką z wymiotami, światłowstrętem i resztą objawów. Julie odczuwa jedynie irytację, nie ma też żadnych obiekcji by zostawić go na tej podłodze a samej wyjść z domu. Rozumiem jej irytację i lekkie obrzydzenie, wymioty nie są zbyt przyjemne do oglądania, ale nawet szklanki wody nie podać? Zwłaszcza, że Julie często podkreśla jak bardzo się kochają i jak są dwoma połówkami jednego jabłka.
W drugiej koleżance opowiada jej o zamężnym koledze z biura, z którym najpierw wysyłali sobie pikantne wiadomości, potem spotkali się raz, a potem on właściwie ją ignorował, chociaż kiedy ona napisała do niego, zaprosił ją znowu na seks. Reakcja Julie? Takie pikantne wiadomości muszą być bardzo fajne. Żadnej refleksji, że może jeśli facet zachowuje się w taki sposób nie należy utrzymywać z nim kontaktu?

Gdzieś tam podskórnie toczy się inna historia, mam wrażenie o wiele bardziej mroczna i niepokojąca. Bo mam wrażenie, że cały projekt Julie/Julia to działanie zastępcze by nie skupić się na problemach. Ale to raczej wrażenie po przeczytaniu, więc mogę się mylić.

Zdumiało mnie nieco, że w książce niejako o Julii Child właściwie nie ma fragmentów z jej perspektywy. Jej mąż za to został bohaterem narracji o tym jak poznał i pokochał Julię, która nie ma dla projektu większego znaczenia. Aczkolwiek podoba mi się sposób w jaki została napisana. O ile reszta powieści jest napisana w stylu blogowej notki, fragmenty Paula są napisane jak normalna powieść. Widać, że Autorka ma talent i szkoda, że go nie rozwijała.
No więc właśnie napisałam o lekkiej powieści pół tysiąca słów. I zaczynam zastanawiać się, czy ja się aby nadaję na czytelniczkę chick litu. Może za bardzo analizuję, za dużo myślę? Ale z drugiej strony, dlaczego powinnam mieć dla innych inny zestaw kryteriów niż dla reszty czytanych książek?
W każdym razie, Julie&Julię czytało mi się szybko i miło, poza momentami kiedy chciałam bohaterką potrząsnąć, i chyba poszukam więcej informacji o Julii Child. Oraz może ugotuję coś niezwykłego.

Autor: Julie Powell
Tytuł: Julie&Julia. Rok niebezpiecznego gotowania.
Format: papierowa