Mój problem z Philippą Gregory

Kiedy pierwszy raz zerknęłam się z książkami Philippy Gregory byłam zachwycona. Wiedziałam, że to romanse i nie należy wymagać od nich całkowitej prawdy historycznej. Nie przeszkadzały mi anachronizmy i niekiedy na wskroś współczesne bohaterki, bo dzięki temu ich narracja była ciekawsza. Podobał mi się sposób pokazania znanej historii z perspektywy postaci pobocznych, takich o których rzadko się mówi. Zaintrygował mnie też sposób pokazania królowych z dynastii Tudorów. Gregory była pierwszą osobą, która pokazywała Marię I jako dobrą osobę, a Elżbietę bardziej jako trzpiotkę niż genialną władczynię.

Zobacz więcej

The Defenders

Mam za sobą półtora sezonu Daredevila i Jessikę Jones. Nie widziałam Luke’a Cage’a, a Iron Fista zaledwie trzy odcinki. Nie dlatego, że uznałam że to straszna klapa, ale był tak bardzo meh. Pomyślałam, że zaznaczę bo mój odbiór serialu może być inny niż kogoś, kto widział wszystkie składowe. Nie miałam też żadnych oczekiwań, poza ciekawym wątkiem dla Jessiki.

Zobacz więcej

Taki tam romansik

Z romansami, nawet paranormalnymi, jest jeden mały problem. Jeśli główny wątek romantyczny nie trafi w mój gust, nie mam za bardzo o czym czytać. Steal the light obiecywało, że poza romansem będzie o kradzieży bezcennego artefaktu, a recenzje zachwalały książkę jako ciekawe urban fantasy.

Zobacz więcej