Zabawy w Boga to antologia opowiadań wydana przez sekcję literacką Śląskiego Klubu Fantastyki. I jak ja bym chciała, żeby wydawano więcej takich książek!

Antologia zawiera piętnaście opowiadań, trzynaście wyłonionych w wewnętrznym konkursie sekcji i dwa zaproszonego gościa, Benjamina Rosenbauma. We wstępie Anna Kańtoch zachęca do sprawdzenia jak na tle zagranicznego pisarza wypadają sekcyjni pisarze. Otóż wypadają, moim zdaniem, bardzo dobrze.

Tu nie ma ani jednego słabego opowiadania, takiego które załapało się na doczepkę albo za nazwisko autora/rki. Owszem, niektóre podobały mi się bardziej, inne mniej, ale żadne nie było słabe warsztatowo. Dwa opowiadania trafiły do specjalnej kategorii ponieważ zawiera kota gdzie lądują dzieła odwołujące się do utworów/rzeczy, które lubię. Czy brakowało mi najsłynniejszych nazwisk (w antologii nie ma ani Anny Kańtoch ani Michała Cholewy, bo nie wyrobili się w konkursowym terminie)? Ani trochę.

Największa różnica między opowiadaniami sekcyjnymi a tymi od gościa, to zasięg historii. Benjamin Rosenbaum nie tylko porusza uniwersalne tematy, ale jego bohaterowie nie są ludźmi. Opowiadania pisarzy sekcyjnych są nie tylko bardzo antropocentryczne (we wszystkich głównymi bohaterami są ludzie, tylko w jednym pojawia się zupełnie obca rasa), ale też zajmują się bardzo… przyziemnymi problemami. Bohaterowie Rosenbauma tworzą bogów, bohaterowie pisarzy sekcyjnych szukają leku na raka (temat podejmują aż trzy opowiadania). Czy to wada? Ależ skąd! Chociaż, patrząc na tytuł antologii, miałam nadzieję większy rozmach w kreowaniu światów i historii. Najbliżej było Serce Vann Karoliny Fedyk.

Gatunkowo mamy pełen przekrój od ciężkiego science fiction, przez fantasy, retelling mitu aż do urban fantasy i magicznego realizmu. Każdy znajdzie coś dla siebie. Uprzedzam, że w antologii nie ma właściwie radośnie przygodowych opowiadań, które mają służyć tylko rozrywce. Autorzy poruszają ważne, czasami bardzo bolesne tematy, nad którymi dobrze jest się trochę zastanowić. Szczęśliwe zakończenia zdarzają się, ale nie ma tu dzielnych mężczyzn w niezwykłych maszynach, którzy ratują dzień. Jest za to dużo zaangażowania.

Nie potrafię wskazać opowiadania, które mi się najbardziej podobało. Każde, nawet te które do mnie zupełnie nie trafiły jak Mrok zabije wieloryba (nie lubię realizmu magicznego po prostu), miały w sobie coś, co przykuwało uwagę. Podejście do problemu, klimat, sposób narracji. Ale gdybym miała wybierać, to na medalowym podium postawiłabym Koronę północy, Serce Vann i Wyliczankę. Ta ostatnia wraz z Kotem z pudełka  trafiają też do specjalnej kategorii. Kot… za, no cóż, kota, Wyliczanka za Neuroshimę i Magię i miecz.

Najmniej podobały mi się Lek Marty Potockiej i Warunek początkowy Krystyny Chodorowskiej. Oba nieco zbyt przewidywalne. Zwłaszcza zakończenie w Leku było za bardzo oczywiste i proste. W Warunku męczyły nieco przydługie wyjaśnienia techniczne. Zmęczyły mnie też Kary i żywioły, ale to kwestia mojej niechęci do prozy poetyckiej.

Technicznie, nie ma się do czego przyczepić. No dobrze, znalazłam jedną literówkę! Żeby cała fantastyka w Polsce była wydawana w takim standardzie. Część opowiadań jest napisana w czasie teraźniejszym, który mi nie przeszkadza, ale wiem że część czytelników drażni.

Jeśli szukacie dobrej lektury na lato, to serdecznie polecam! Zabawy w Boga mają wszystkie zalety antologii- różnorodność stylów i tematów- i żadnych wad. Ja w każdym razie wpadłam w pułapkę jeszcze jedno opowiadanie i całość przeczytałam w jedną dobę.

Dane:
Antologia opowiadań – Ścieżki wyobraźni: Zabawa w Boga
Wydawca: Śląski Klub Fantastyki
Format: ebook

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję sekcji literackiej ŚKF Logrus