Jako rasowa korposzczurzyca, zawsze oglądam filmy, w których przeciwnikiem jest Wielka Zła Korporacja z mieszaniną rozbawienia i zażenowania. Bo najczęściej te WZK są pokazane tak rażąco nieprawdziwie…

Po części to pewnie spadek po cyberpunku – te wielkie nieodpowiadające przed nikim korpo, traktujące swych pracowników jak chłopów pańszczyźnianych. Z wszechwładnym królem/prezesem, który może wszystko… jakaś rada nadzorcza? Jakieś procedury? Akcjonariusze? I co jeszcze, może wewnętrzne standardy zachowań ? WZK zaskakująco często przypominają małą firmę rodzinną albo firmę z XIX wieku, kiedy rzeczywiście właściciel był bogiem. Chyba, że trzeba Bruce’a Wayne’a pozbawić środków do batmanowania, wtedy rada nadzorcza się materializuje.

A jak już jesteśmy przy bogach- te wszystkie dzieci założycieli, które oczywiście trzeba utrzymać z daleka, bo jak się knuje przejęcie władzy nad światem to taki dziedzic – świeżak tylko bruździ. Z jakiegoś powodu wysłanie go do założenia/zarządzania placówką w odległej części świata nie wchodzi w grę, mimo że to międzynarodowa firma jest. Albo danie mu absorbującego projektu. Serio, jak dzieciak będzie pracował 14h na dobę, nie będzie miał siły szpiegować. Co najwyżej przypadkiem stworzymy złola, ale to tzw. wartość dodana.

A propos projektów, z jakiegoś powodu rozmaite dzieła popkultury uwielbiają w roli głównego złego kierownika projektu czy kogoś z middle managment z manią wielkości. I potem mamy takie sceny jak w najnowszym GiTSie, w których pracownik korpo zastrasza szefa policji. W normalnym świecie po takim wyskoku, Aramaki zadzwoniłby do przełożonego Cuttera. I Cutter albo by przepraszał i żegnał z projektem albo wylatywał z hukiem, bo współpraca z policją to PRowe złote jajo.

Co prawda Wiki podaje, że Cutter to CEO Hanka Corp. ale to czyni scenę jeszcze bardziej kuriozalną, bo CEO nie powinien znaleźć się w gabinecie Aramakiego sam i nie powinien nic negocjować. Od tego korporacje mają prawników, specjalistów – całe działy ludzi.

Na koniec, procedury. Wbrew pozorom,  korporacje mają procedury na wszystko. I formularze. Czasami papierowe, czasami elektroniczne. Zazwyczaj nie zamówisz nowego zeszytu bez zgody przełożonego, o wejściu do strefy do której nie masz wstępu nie wspomnę. Ba, zazwyczaj pracownicy są zobowiązani do blokowania komputera, jeśli odchodzą od niego nawet na chwilę. A potem oglądam na ekranie jak świeżo odnaleziony dziedzic/dziedziczka wchodzi do firmy bez okazania dowodu tożsamości chociażby i mnie lekko skręca. Albo jak bohater/bohaterka ma do dyspozycji kilkanaście komputerów na open space by dokonać włamu, bo nikt nie blokuje komputera (sprawdzić czy nie agent Smith).

Mimo tego wszystkiego, filmy starają się mnie przekonać, że WZK jest złowrogą, wszechwładną machiną, której bohaterowie przeciwstawiają się tylko cudem. Albo dlatego, że mają supermoce. A mi zgrzyta, bo widzę na ekranie wyjątkowo nieudolnie zarządzaną firmę, której CEO wszystkie uwagi traktuje straszliwie osobiście i nikt go nie kontroluje.

No dobrze, wygadałam się. A Was co najbardziej irytuje w pokazywaniu Waszej grupy zawodowej?

  • Joanna Krystyna Radosz

    Filologów nikt nie pokazuje. Filolodzy nie istnieją 😛

    A seksu na biurku też się w korpo nie uprawia? Co za rozczarowanie :((

    • Filologowie mają o sobie cały film, w dodatku dobry, czyli Arrival!

      Biorąc pod uwagę, że jeszcze do niedawna większość biur to były tzw. open space, nie bardzo :P.

      • I Joanna porzuca myśl o zrobieniu kariery w korporacji 😀

      • Aleksandra Klęczar

        Nie filologowie ogólnie, tylko językoznawcy, różnica jak między archeologiem a historykiem…

        • A to przepraszam :). Żywiłam przekonanie, że to jak z kwadratami i prostokątami- każdy językoznawca jest filologiem.

  • Niestety nie ma. Pracuje jako opiekunka osoby starszej i jeszcze nikomu nie przyszło zrobić jakiejś powieści sensacyjnej ze mną w roli głównej 😀