Okoye, my queen.

To nie będzie recenzja Czarnej Pantery, bo na nią trochę za późno. I na pewno już czytaliście/widzieliście/słuchaliście co najmniej kilka. W skrócie, mimo pewnych problemów, film jest ciekawy i należy go zobaczyć. Najlepiej w kinie, bo jest też kolorowy i ładny. Nie zgadzam się co prawda, ze stwierdzeniem, że to film szpiegowski a la Bond. To jest klasyczna disneyowska baśń.

Ale chciałam napisać kilka słów o Okoye, czyli tej najbardziej superbohaterskiej i najbardziej kopiącej tyłki postaci filmu. I w sumie chyba najciekawszej kobiecej bohaterce MCU. Będą spoilery, bo inaczej się nie da, więc czujcie się ostrzeżeni.

Zanim zaczniemy, jedna uwaga. Nie będę zastanawiać się nad logiką i wewnętrzną spójnością uniwersum Marvela z Wakandą (ani samej Wakandy). Akceptuję, że ten kraj to baśń, której nie ja jestem docelową odbiorczynią.  Podoba mi się, uważam że jest potrzebna, ale czy spełnia swoje zadanie, nie mnie oceniać.

Spójrzmy prawdzie w oczy, w tym filmie mamy dwójkę superbohaterów. Jego wysokość T’Challę i Okoye. Z tymże Okoye bije króla na głowę, co widać już w scenach w koreańskim kasynie. Czarna Pantera by osiągnąć pełnię swoich możliwości musi założyć kostium, pani generał nawet bez swojej dzidy jest w stanie rozłożyć przeciwnika na łopatki (peruką, mili Państwo, zrobiła to peruką!). A jeśli chodzi o surfowanie na kawałku vibranium, mam nadzieję, że Steve Rogers wpadnie do niej na parę lekcji przed Infinity War. Nawet nosorożec bojowy czuje respekt i sympatię do Okoye.

Na szczęście, nie zapomniano napisać Okoye charakteru, więc nie jest karykaturą. Dano jej za to cechy, które kojarzą się bardziej z wojownikami w kimonach o chmurnych spojrzeniach i zaciśniętych ustach, nie z kobietami. Dla Okoye najważniejszy jest jej kraj i urząd króla, mniej kto go sprawuje. Tak, to nadal bardzo klasyczny dylemat, co ma zrobić lojalny wobec tronu generał, gdy na tronie zasiądzie ktoś niegodny. Rozwiązanie jest dużo ciekawsze niż w tych klasycznych produkcjach, gdzie bohaterowi pozostaje tylko albo się zabić albo zginąć honorowo. Niby nic nowego, ale nie kojarzę zbyt wielu produkcji, no dobrze, nie kojarzę żadnej, gdzie takie wątki dostałaby kobieta.  

Marvel Studios BLACK PANTHER
Okoye (Danai Gurira)
Credit: Kwaku Alston/©Marvel Studios 2018

Do tego Okoye ma ciekawie napisane relacje, zarówno z T’Challą jak i z siostrą, a nawet ze swoim narzeczonym. I w sumie sceną, która najbardziej podobała mi się w tym filmie była rozmowa między Nakiyą a Okoye już po przewrocie Killmongera. Bo rzadko się takie widuje w kinie, zwłaszcza superbohaterskim.

Pod pewnymi względami Okoye wypełnia dla mnie niezagospodarowaną przez główny nurt MCU niszę superbohaterki. Czarna Wdowa to jednak heroinebaiting, niewykorzystany potencjał na ciekawą postać, a bohaterki Agentów SHIELDu nie należą do głównego uniwersum. Okoye zaś jest i nie bierze jeńców. Nie bez powodu widziałam porównania do Wonder Woman. To jest postać, która niespecjalnie stara się wypełniać klasyczne kryteria  lubianej bohaterki (jest łysa, wytatuowana i jasno komunikuje swemu narzeczonemu, że nie jest na szczycie listy jej priorytetów).

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że sukces Wonder Woman i Czarnej Pantery da nam więcej takich bohaterek jak Okoye (i jej siostra, bo Nakaya jest podobnie badassowa jak jej siostra). Nie wtłoczonych w ramki bohaterki, która ma się podobać, za to z ciekawie napisanym rozwojem postaci (nawet jeśli w filmach superbohaterskich mamy do czynienia bardziej z archetypami niż ze zniuansowaną charakterystyką).

 

  • Ewa Serenity Iwaniec

    Nakiya jest siostrą Okoye? o.O