Wpis sprowokowany.

Weszłam sobie do Internetu i na wejściu dostałam kilkoma spoilerami z ST: Discovery. Nic się nie stało, mi spoilery nie przeszkadzają. Więcej, czasami wręcz ich wymagam przed skonsumowaniem jakiegoś dzieła (musowo jeśli w dziele występuje zwierzątko. Kiedyś człowiek mógł być pewien, że jeśli ogląda pewien typ filmów, to zwierzak dożyje napisów końcowych. Ale teraz wszystko musi być dark and edgy.).

Ale nie jestem większością. Większość, przynajmniej ludzi z którymi mam kontakt, nie lubi spoilerów i stara się ich unikać. I tak, ja wiem, są badania, że spoilery nie psują przyjemności, a wręcz ją wzmacniają. I że to wszystko to kapitalistyczne nakręcanie konsumentów. I co tam jeszcze chcecie. Tylko że…

Nie lubię pomidorów. Tak, są badania udowadniające, że pomidory są bardzo zdrowe i należy je jeść. Większość ludzi lubi jeść pomidory. Jakoś nikt nie usiłuje mi ich wpychać na siłę do gardła, bo przecież zdrowe i smaczne. Ale osobom nie lubiącym spoilerów wpycha się je do gardła, bo dzięki temu historia będzie im się bardziej podobać.

A wystarczyłaby odrobina empatii… ja wiem, że dopytywanie czy można odbiera nieco emocji. Że czasami człowieka nosi i chciałby teraz zaraz już podzielić się ze światem swoimi uczuciami. Wykrzyczeć emocje. Przeanalizować. To naturalne. Tylko nie należy przy tym zapominać o innych. Może dajmy im przeżyć te same emocje, nieprzefiltrowane przez naszą opinię?

Też zdarza mi się strzelić gafę, w końcu jestem człowiekiem i czasami mnie poniesie. Ale wtedy przepraszam, nie wpędzam rozmówcę w poczucie winy i nie udowadniam, że nie ma prawa być mu przykro. Bo ma prawo nie lubić spoilerów. I ma prawo wymagać by to szanowano.

  • O to to. Sama nie lubię spoilerów. Nie przeszkadzają mi wprawdzie drobniejsze, ale… no właśnie, właściwie to co ja uznaję za „drobniejszy spoiler” to jest moja subiektywna opinia i coś dla mnie nieistotnego dla kogoś innego może być ważne. Dlatego ostrzegam. To nic nie kosztuje, naprawdę.

  • Krótki, acz bardzo treściwy tekst 😀 Ja nie znoszę spoilerów, a są mi nieustannie wściskane – nawet te największe :/