Licho nie śpi Emilia Szelest

Sięgnęłam po książki Emilii Szelest bo podobało mi się jej opowiadania w jednej z antologii. Pierwsza próba, z serią o Weronice Kardasz, nie była szczególnie udana, ale nie była też bardzo zła. Uznałam, że nie trafiłam z tą serią, ale spróbuję innej. No i mam za swoje.

Jak nazywamy mężczyznę, który uprawia przygodny seks z wieloma partnerkami, ale nie korzysta z prezerwatyw? Dodatkowa nagroda za wymyślenie określenia, którego można użyć na obiedzie u babci.

Damian Antos, zwany przez wszystkich Atosem, jest genialnym detektywem, który nigdy nie słyszał o chorobach wenerycznych. Jest kolejnym na długiej liście mizoginistycznych dupków, u których przeszła trauma ma usprawiedliwić dupkowatość. Oczywiście, nie umie w związki, jedynie chce pieprzyć, najlepiej po narkotykach. Co prawda, rycersko deklaruje, że nigdy nie dotknąłby pijanej kobiety, ale kilka stron dalej całuje pijaną i nieprzytomną bohaterkę, więc nie przywiązywałabym zbyt dużej wagi do jego słów.

Gdyby to była powieść o tym jak Damian próbuje w tych Bieszczadach poskładać siebie do kupy, zwalczyć demony i wyjść na prostą, przeczytałabym z przyjemnością. Zwłaszcza, że tło – grupa pracujących w tartaku mężczyzn, którzy zaopiekowali się Damianem – jest. Brakuje mi uczciwego potraktowania tego typu bohaterów, zrobienia z nich ludzi i pogrzebania im w psychice. Ale wtedy nie byłaby to książka do szybkiego przeczytania.

Poza tym, this book is a mess. W sumie wygląda jakby autorka zaprezentowała szkic książki, który już ma ręce i nogi, a wydawnictwo pognało z nim do drukarni, zamiast pozwolić jej dopieścić dzieło. W czytanym przeze mnie tekście zdarzały się błędy rzeczowe (bohaterka umawia się na rozmowę z naczelnikiem więzienia dwa razy), brakowało tła (jedną z ofiar jest koleżanka bohaterki, ale dowiadujemy się o jej istnieniu dopiero kiedy ginie), bohaterowie mają niespójne reakcje emocjonalne (bohaterka w jednej chwili jest przerażona, w drugiej zasypia. W sumie ona bardzo często zasypia na koniec sceny). Nasz genialny detektyw przy tłumaczeniu czemu osadzony w pobliskim więzieniu seryjny morderca nie może mordować rzuca argumentem „Ale po co [ten osadzony] miały to robić? Dla zabawy? Kilka lat temu dokonał takich samych morderstw (…)”. A nasza dzielna bohaterka nie ma ani jednej sceny, w której pokazuje się jako osoba kompetentna. Głównie upija się, płacze i szuka pomocy u Damiana. Co prawda, gdyby naprawić te wszystkie rzeczy, nadal nie oceniłabym tej powieści wysoko, ale miałabym poczucie, że przeczytałam skończone dzieło.

A miało być tak pięknie. Miała być początkująca prokuratorka, Bieszczady i zbrodnia, może już mocno standardowa w tego typu powieściach, ale nadal ciekawa. Niestety, udało mi się dotrwać do końca tylko dlatego, że słuchałam audiobooka. I nie mogę jej polecić nikomu, w żadnych warunkach.

You Might Also Like

Leave a Reply